Amatorzy eBooków we wszystkich krajach łączcie się!!! W dniach od 7 do 13 marca, trwa akcja promująca pisanie, wydawanie i czytanie książek w formie elektronicznej. Szczegóły tej akcji znajdują się na stronie internetowej tutaj. Swoje poparcie dla rozpowszechniania w Polsce technologii elektronicznego atramentu, eBooków i eCzytników zaznaczałem na tym blogu już wielokrotnie (między innymi: Nadchodzi era ePapiera, Onyx-Boox pierwsze wrażenia). O tym, że stale kupuję książki w formie elektronicznej (szczególnie w Virtualo – mają najniższe ceny!) nie muszę wspominać, w końcu po to kupiłem czytnika.
Ponieważ nie chcę się powtarzać w wygłaszaniu swoich peanów na temat eKsiążek, zapraszam wszystkich na stronę absolutnego prekursora i największego propagatora eBooków w Polsce –Niżeja Podpisanego, również autora zbiorów opowiadań ćwierćabsurdalnych, wydanych rzecz jasna w formie eBooków: Password Incorrect. Co więcej, Niżej Podpisany jest autorem WYŚMIENITYCH artykułów-poradników dla ePisarzy. Gorąco polecam!
Chciałbym natomiast podzielić się refleksją dotyczącą wydawania książek w Polsce. Kiepski rynek eKsiążek w naszym kraju wynika moim zdaniem z dwóch przyczyn. Pierwszą są wciąż horrendalne ceny eCzytników, traktowanych jak gadżety dla dziwaków. Osobiście spotkałem się z wieloma opiniami czytelników, którzy chętnie kupiliby takie urządzenie gdyby nie wysoka cena. Niestety tak się składa, że amatorzy książek to bardzo często przedstawiciele tzw. zawodów budżetowych, których przychody nie przekraczają średniej krajowej. Takich ludzi często nie stać na zakupy w księgarniach (ile kosztują książki papierowe – każdy wie), a co dopiero nabycie czytnika. Drugą i zasadniczą kwestią jest opór polskich wydawnictw, które wyraźnie dzielą się na dwie grupy. Większą stanowią duże wydawnictwa, których pozycja na rynku wydawniczym jest ustabilizowana, druga to nowopowstałe, funkcjonujące od niedawna wydawnictwa, posiadające w swojej ofercie zaledwie kilka lub kilkanaście pozycji. Te pierwsze na słowo eBook reagują wysypką, te drugie oferują swoje książki w dwóch formach, tradycyjnej i elektronicznej, szukając w ten sposób wszelkich dróg dotarcia do czytelników. Niestety tych pierwszych jest zdecydowanie więcej.
Dlatego uważam, że akcja promująca eKsiążki powinna być skierowana głównie do opornych wydawców, którzy w elektronicznej formie dopatrują się szatańskiego spisku wymierzonego w ich byt. Szanowni Państwo, obudźcie się i pomyślcie. Kiedy powstała telewizja, wszyscy wróżyli koniec radia, dzisiaj wiemy, że takie prognozy można odłożyć między bajki. Więc może książka elektroniczna nie oznacza końca książki papierowej? I jeszcze jedno – pierwsze telefony komórkowe były tak drogie, że niewielu mogło sobie na nie pozwolić. Dzisiaj w abonamencie można dostać dobrej klasy telefon za 1 zł. Może więc ktoś wpadnie na pomysł i w przyszłości udostępni czytniki eBooków w ramach miesięcznego abonamentu, obejmującego korzystanie z eCzytelni?
Świetna diagnoza. Ja też uważam, że główną przyczyną słabego rozwoju e-książki jest opór wydawców, którzy widzą w niej zagrożenie dla swoich zysków. Niestety swoim oporem próbują, często z powodzeniem, zarazić czytelników. Mamy więc w naszym kraju zero-jedynkowy odbiór książki elektronicznej.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że niedługo ci najważniejsi zamiast zastanawiać się jak wyeliminować e-zagrożenie, będą myśleli o tym, jak połączyć rozwój książki drukowanej i elektronicznej. Takich przykładów za granicą jest już sporo, żadna odwaga nie jest potrzebna, wystarczy kopiować rozwiązania.
Niestety, nie mogę się zgodzić z tą opinią. Jestem "nałogową czytaczką" ale zdecydowanie wolę książki w formie papierowej. Powodów jest kilka - przede wszystkim cena, wcale nie odbiegająca dużo (pomijając promocje) od ceny książki papierowej; dostępność - książkę biorę ze sobą w podróż czy do parku, aby zrobić to samo z E-bookiem muszę wydać równowartość ok 30 książek!; książkę papierową mogę pożyczyć znajomemu, nie jestem pewna jak wygląda sytuacja prawna pożyczania e-booków; wybór tytułów jest jak na razie zbyt mały, dotyczy to również dostępności bibliotek; i końcu, jeden z ważniejszych dla mnie osobiście argumentów - tekst w e-bookach jest mało czytelny, litery są nieostre a tło mało kontrastowe. Być może, tak jak z całym postępem elektroniki i dostępem do mediów, stan ten się zmieni, ale jak na razie E-booki nie są konkurencją dla książek papierowych, IMO.
OdpowiedzUsuń>Gunnila.
OdpowiedzUsuń1) Jeśli chodzi o ceny - Przykładowo "Zabójca mimo woli" Marininy w Empiku i Merlinie kosztuje 32,99, w Virtualo wersja eBook kosztuje 17,45; "Biała lwica" Mankella w Empiku kosztuje 32,49, Merlinie 32,99, w Virtualo wersja elektroniczna 17,45 - To prawie 50% taniej od wersji papierowej. Ale nawet jeśli to nie jest tak dużo, to na ogół różnica w cenie wynosi minimum 30 %. Co więcej, za wszystkie wznawiane tytuły sprzed 70 lat w księgarni trzeba płacić, natomiast w wersji elektronicznej cała klasyka jest dostępna w internecie legalnie za darmo.
2)Dostępność - jest dokładnie odwrotnie. W swoim czytniku mogę zmieścić nawet kilka tysięcy książek (w tej chwili mam kilkadziesiąt). Wyjeżdżając z domu na wakacje nie muszę robić selekcji, a mój kręgosłup nie musi znosić dodatkowej walizki z książkami. O tym, że czytnik (tak jak telefon komórkowy) zawsze mam w kieszeni i mogę czytać dosłownie wszędzie (w kolejce, w poczekalni, w autobusie etc.) nie wspomnę bo to jest oczywiste.
3)Wypożyczanie znajomym - istotnie nie da się, ale to nie jest dla mnie żadna wada. Piosenki w formacie MP3 kupuję w internecie bo jest to dla mnie wygodne i nie ważne, że nie pożyczę koledze płyty, robię telefonem komórkowym zdjęcia w formacie MPG i nie rozpaczam, że nie pokarzę babci albumu rodzinnego.
4) Tekst - wszystko jest kwestią odpowiednich ustawień, można sobie ustawiać czytany tekst w dowolnej wielkości, czcionce, układzie wyświetlacza.
5) Cena i dostępność tytułów - i tu się z Tobą zgadzam, co zresztą napisałem na blogu. Czytniki są niesamowicie drogie, a oferta eKsiążek strasznie uboga, a wynika to niestety z oporu wydawnictw. Jak to wygląda na zachodzie? Wystarczy przejrzeć internet.
I jeszcze jedno - ja nie mam zamiaru zrezygnować z książek papierowych, mam w domu całą biblioteczkę. Jedne pozycje kupuję na papierze i trzymam w biblioteczce, a inne kupuję do czytnika. Jedno drugiemu nie przeszkadza.