Serdecznie witam wszystkich fanów czytania. "Moje lektury" to miejsce, w którym znajdziecie wyłącznie subiektywne opisy wrażeń związanych z przeczytanymi książkami. Opublikowane tutaj posty są implikacją mojego osobistego hobby, własnego gustu i nie mają nic wspólnego z zawodowym dziennikarstwem, zarobkowym recenzowaniem, uprawianiem krytyki literackiej, czy promowaniem wydawnictw. Życzę dobrych wrażeń.

quaffery

wtorek, 6 stycznia 2015

Półbrat

Christensen_Półbrat

"Półbrat" to historia rodziny Nilsenów z Oslo. Nie jest to jednak saga w hollywoodzkim stylu o mieszczańskiej rodzince na pokaz, to soczysta, opowiedziana dosadnie aż do bólu, powieść o prawdziwym życiu. Filar rodziny tworzą trzy kobiety: Stara - dawna duńska aktorka kina niemego, której mąż Wilhelm wypłynął statkiem Antarctic na północ i zaginął w lodach Grenlandii, córka Boletta - pracownica telegrafu i wnuczka Vera - brutalnie doświadczona w pierwszym dniu po II wojnie światowej. Są też dwaj chłopcy: Fred, którego imię (po norwesku: pokój) jest antonimem jego usposobienia oraz główny bohater i narrator powieści - Barnum, obdarzony wyobraźnią przyszły pisarz i scenarzysta filmowy. I jest u Nilsenów jeszcze pewien stary list, artefakt otaczany w tej rodzinie kultem wręcz religijnym.

Każda rodzina chowa w szafie jakiegoś trupa. W każdej rodzinie jest jakaś skaza, defekt, który rzutuje na jej całe życie, a każdy członek rodziny bez wyjątku dźwiga bagaż, który determinuje jego świat, kieruje jego drogami. Takie czy inne cechy fizyczne, miejsce urodzenia, utrata ukochanego, trwanie w nadziei ("Nadzieja to stara schorowana dama"), oczekiwanie na bliskich, analfabetyzm, alkoholizm, bolesne dzieciństwo, niejasna przeszłość - to składniki tego bagażu. A jest jeszcze przecież przypadkowość losu, bo wszyscy przecież "tkwimy zawieszeni na cieniutkiej nitce uprzędzionej z cienia przypadków".

Lars Saabye Christensen stworzył powieść zadziwiającą: bez spektakularnej akcji, rozsmakowując się w miarowej, momentami gęstej narracji, z mnóstwem dialogów wewnętrznych, skupiając się na drobiazgach, zwykłych czynnościach codziennego, prawdziwego życia - mówi o rzeczach wielkich i fundamentalnych dla kondycji każdego z nas. "Półbrat" jest więc o samotności i pragnieniu akceptacji, potrzebie przyjaźni i przynależności czyli "owego poczucia więzi istniejącej poza rodziną, tak, wykraczającej poza ciebie samego, więzi, która usuwa niepokój z wnętrza i zostawia dla ciebie miejsce", o kompleksach, które rzutują na całe nasze życie i o przybieraniu masek, pod którymi je ukrywamy, o przemijaniu, o życiu nadzieją, o radości tworzenia i poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, o pragnieniu szczęścia i jego ulotności. O tym, że "wszystko ma w sobie jakieś pęknięcie, radość, szczęście, piękno, we wszystkim jest zadrapanie, skaza, z wyjątkiem tej pełnej i bezużytecznej myśli o braku doskonałości".

Barnum Nilsen rozważa "czy nasze myśli się toczą, nawet gdy umrzemy? Czy zagadki żyją po naszej śmierci?, mówi że "czas ma wiele pokoi (...). I wszytko odbywa się jednocześnie, we wszystkich pokojach, w tym momencie.", a bycie szczęśliwym "nie jest aż takie trudne, tylko niezwyczajne, i że szczęście to bukiet wprawiający w dezorientację". Powtarza za ojcem, że "najważniejsze jest nie to, co widzisz, lecz to, co ci się wydaje, że widzisz". Przeżywa radość tworzenia: "Właśnie w momencie, gdy ręka trzymająca ołówek zbliża się do kartki, kiedy palec opada na literę zniszczonej krzywej klawiatury, jestem w swoim żywiole. W tej chwili wszystko się może zdarzyć. Jestem małym bogiem. Jestem teraz cięższy od własnego ciężaru i większy od własnej myśli, obszerniejszy niż moje upoważnienia w tym międzyczasie, w tej jednej wahającej się sekundzie, przypominającej kroplę na zardzewiałym kranie lub na róży, ta kropla może zmienić się w ocean."

Historia rodziny Nilsenów to smutna książka, dużo w niej bólu, łez, śmierci, rozstań, topionego w alkoholu żalu. Tutaj śmierć jest częścią życia, smutek miesza się ze śmiechem, nienawiść występuje obok miłości, tak jak hasła "poczęcie" i "pogrzeb" w "Leksykonie medycznym dla norweskich gospodarstw domowych M.S. Grevego." Nie ma tu wartkiej akcji, treść często skupia sie na drobiazgach, a narracja jest trudna ale genialna - najpierw oczami dziecka, później dorosłego mężczyzny. Występują liczne nawiązania do skandynawskiej literatury (głównie Knut Hamsun) i klasyki kina. Zatem nie dla łatwej rozrywki, ale naprawdę warto przeczytać, chociażby po to ,żeby rozstrzygnąć, czy "pokutą jest już samo bycie człowiekiem", czy dowiedzieć się, że "ja o śmierci nie wiem nic, znam bowiem tylko życie; mogę powiedzieć jedynie, w co wierzę: albo śmierć jest kresem życia, albo też tylko przejściem w inne życie. W obu wypadkach nie ma się czego bać. (...) Lecz bardzo nie chciałbym teraz umierać, bo wydaje mi się, że życie jest piękne!

Lars Saabye Christensen - "Półbrat", tytuł oryginału: "Halvbroren", tłumaczenie: Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie - Kraków 2014 rok, ISBN 978-83-08-05684-4, ilość stron: 900, wersja eBook w formacie mobi: 6,21 MB.

piątek, 2 stycznia 2015

Wszystko co lśni

Wszystko co lśni

Mam problem z tą powieścią, bo na jej temat dużo już napisano i wszystkie opinie mówią o wielkim odkryciu, zachwycie, misternie skonstruowanej fabule, etc. Każdy recenzent podkreśla również, że autorka jest najmłodszą w historii zdobywczynią nagrody Bookera. A ja? Ja bardzo lubię na długi czas zanurzyć się w wykreowanym przez pisarza świecie, dlatego preferuję pisane drobnym maczkiem grube książki i nie przeszkadzają mi długie opisy, czy nieobecność dialogów. Dlatego większość moich ulubionych książek liczy sobie grubo ponad pięćset stron, ale wydrukowana na 936 stronach „Wszystko co lśni” nie niestety nie rzuciła mnie na kolana.

Głównym bohaterem książki jest złoto, wokół którego kręci się całe życie w Hokitika (określonej rzez jednego z bohaterów "dupą świata") na Nowej Zelandii, a wszystkie powieściowe postaci znalazły się w tym miejscu właśnie za przyczyną złotego kruszcu. W czasach gorączki złota ściągali tu z całego świata przedstawiciele wszelkiego autoramentu, marzący o sławie, bogactwie, przygodzie, odmianie swojego losu. W nocy 14 stycznia 1866r. w Dolinie Arahura zostaje znalezione ciało pustelnika i alkoholika Crosbiego Wellsa. W położonej na odludziu chacie, w której znaleziono zwłoki, ku zdziwieniu wszystkich odkryto złoto o wielkiej wartości. W tym samym czasie znika młody człowiek, uważany za bogacza i szczęściarza Emery Staines, właściciel działki i kopali złota o nazwie Aurora, a na poboczu drogi znaleziono jedną z trzech w tej powieści kobiet, prostytutkę Annę Wetherell, która w stanie skrajnego wyczerpania i narkotycznego upojenia omal nie straciła życia. Ni stąd ni z owąd kilka dni później pojawia się nikomu nie znana wdowa po Wellsie, Lydia, roszcząca sobie prawo do znalezionego przy mężu nieboszczyku złota. A cała ta historia opowiadana jest prawnikowi Walterowi Moody’emu, który przybywa do Hokitika statkiem o nazwie „Z Bogiem” i przypadkowo trafia na zorganizowane w palarni hotelu Korona spotkanie dwunastu dżentelmenów związanych z tą sprawą.

Występująca tu mnogość bohaterów przyprawia o ból głowy. W całej sprawie pojawia się takie postaci jak: polityk Alistair Lauderback, właściciel statku „Z Bogiem”kapitan Francis Carver, naczelnik więzienia George Shepard, ksiądz Cowell Devlin, aptekarz Joseph Pritchard, agent handlowy Harald Nilssen, pracownik banku Charlie Frost, właściciel firmy spedycyjnej Thomas Balfour, urzędnik sądowy francuskiego pochodzenia Aubert Gascoigne, właściciel miejscowej gazety Ben Löwenthal, właściciela hotelu, szuler, właściciel wielu złotodajnych pól, opery i miejscowy alfons Dick Mannering, Maorys (i kompan Wellsa) Te Rau Tauwhare, dwóch Chińczykó: Sook i Quee. Jednym słowem istny tygiel narodów, a każdy w tym tyglu ma jakieś grzeszki na sumieniu, coś do ukrycia i jakiś interes w całej aferze. Wszyscy bez wyjątku posiadają jedynie skrawek wiedzy z całej skomplikowanej układanki i każdy z nich próbuje ułożyć ją w logiczną całość, pilnując przy tym swojego interesu, swoich sekretów. Efekt jest taki, jakby w jednym śledztwie występowało kilkunastu detektywów, którzy próbują połapać się w całości, czytelnik zresztą też.

Autorka ułożyła fabułę powieści według układu gwiazd i konstelacji, każdej z postaci przypisując jakiś obiekt niebieski, co dla przeciętnego śmiertelnika, nie mającego zielonego pojęcia układach gwiazd i znakach zodiaku nie ma właściwie żadnego znaczenia. Równie dobrze można byłoby stworzyć fabułę według schematu podyktowanego układem okresowym pierwiastków czy hipotezą Poincarego. Książka na przemian wciągała mnie i nużyła, z przewagą tego drugiego. Jestem pełen podziwu dla pisarki, bo trzeba mieć nie lada talent, żeby stworzyć tak misternie utkaną fabułę, niestety w moim przypadku nie przełożyło się to na podtrzymywanie napięcia i zainteresowania. Długie i monotonne dialogi, dziesiątki postaci ze szczegółami dotyczącymi ich życia i licznymi retrospekcjami powodowały, że pierwszą połowę książki czytałem przez dwa tygodnie z dłuższymi przerwami na inne powieści, dopiero przez drugą połowę, w której akcja ruszyła z kopyta, przebrnąłem dość szybko. Bowiem od 19 rozdziału w książce zaczyna dziać się coś konkretnego, zaczyna kształtować się obraz całości.

Pełno tu dwulicowych facetów, opium, papierosowych oparów, podejrzanych hoteli i szemranych interesów, złota i pieniędzy, deszczu i tylko trzy kobiety, ale za to mające wielki wpływ na całość wydarzeń. Niestety nie znalazłem w tej książce fabuły, bohaterów, klimatu, przygody, a przede wszystkim emocji i wrażeń, które mogłyby utkwić w mojej pamięci na dłużej.

Eleanor Catton "Wszystko co lśni", tytuł oryginału "The Luminiares", tłumaczenie: Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Literackie , wydanie pierwsze Kraków 2014 rok, ISBN ISBN 978-83-08-05682-0, ilość stron w wersji papierowej: 936, wersja eBook w formacie mobi: 9,25 MB.

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt!!!

Kartka na BN

Zdjęcie pochodzi z Archiwum Biblioteki Śląskiej w Katowicach, gdzie wystawiono tę niezwykłą choinkę. Do jej skonstruowania wykorzystano 1,6 tys. książek, w tym bestsellery ostatnich lat. Instalację można oglądać w holu gmachu głównego Biblioteki Śląskiej przy Placu Rady Europy 1. Szczegóły tutaj.

piątek, 12 grudnia 2014

19 razy Katherine

19 razy Katherine

Najbardziej polubiłem Greena za tworzenie nietuzinkowych postaci. Główni bohaterowie jego powieści zaprzeczają stereotypowi współczesnego nonszalanckiego, niedouczonego nastolatka, który egzystuje na poziomie jaskiniowej kultury obrazkowej. Tak jest i w tej książce - Colin Singleton to fanatyk czytania i układania anagramów, a do tego poliglota. Ma przy tym dość osobliwą przypadłość, a mianowicie w jego życiu występuje obfitość dziewcząt o imieniu Katherine (An Abundance of Katherines), w których zakochiwał się i był przez nie porzucany, jak nietrudno się domyślić, aż 19 razy.

Po ostatnim porzuceniu Colin ma kryzys, ale od czego ma się przyjaciół. I tu na scenę wkracza kolejna barwna postać, która od samego początku wzbudza sympatię czytelnika i stanowi doskonały kontrast dla mózgowca Colina. Hassan, bo o nim mowa, jest muzułmaninem i pełnym humoru miłośnikiem pewnego amerykańskiego reality show. Dwaj przyjaciele wyruszają w trasę amerykańskimi autostradami i za przyczyną arcyksięcia Franciszka Ferdynanda trafiają do Gutshot w Tennessee. Tam poznają Lindsey i jej matkę, właścicielkę upadającej fabryki, u których zagoszczą na jakiś czas. "19 razy Katherine" staje sie więc powieścią drogi.

Kolejna rzecz, za którą lubię Greena to wplatanie do swoich książek ciekawych i niespotykanych u innych wątków, wokół których buduje konstrukcję swoich powieści, od których właściwie zaczyna się pomysł ich napisania. O tym, że Colin jest mistrzem anagramów już wspomniałem, ale ciekawsze jest to, że do historii o nieszczęśliwych miłościach nastolatka pisarz zapożyczył matematykę (sic!), co zresztą sam na końcu książki wyjaśnił. Chodzi o to, że po ostatnim porzuceniu nasz Romeo vel Colin poci się nad opracowaniem Teorematu o zasadzie przewidywalności Katherine, dzięki któremu za pomocą podstawionych do wzoru danych mógłby prognozować przebieg swoich związków.

I wreszcie ostatni element, za który cenię Greena to połączenie nieskomplikowanego stylu, kapitalnych dialogów i dużej dawki humoru z niebanalną treścią. Nie siląc się na mędrkowanie i akademicki ton, pisarz potrafi mówić młodym ludziom o takich wartościach jak miłość, przyjaźń, o tym, co w życiu jest najważniejsze. To Kapitalne, że w książce dla młodzieży można przeczytać, iż "znaczenie człowieka definiuje to, co jest dla niego ważne", a życia nie warto budować na tym co przemija, bo "nie istnieje taki poziom sławy czy geniuszu, który wygra z zapomnieniem". Polecam.

John Green "19 razy Katherine", tytuł oryginału: "An Abundance of Katherines", przekład: Magda Białoń-Chalecka, Wydawnictwo Bukowy Las 2014, ISBN 978-83-64481-35-2, ilość stron: 304.

czwartek, 11 grudnia 2014

Tunele

Tunele Od czasów ostatniego tomu przygód Harry'ego Pottera zerkam niekiedy w księgarniach na półki z literaturą młodzieżową w nadziei, że odkryję jakiegoś następcę czarodzieja z Hogwartu. Tyle razy obiecywałem sobie, że nie będę wybierał książki po kładce, a mimo to skusił mnie slogan reklamowy: "Nowy bestseller B. Cunninghama odkrywcy Harry'ego Pottera" - i tak dokopałem się do "Tuneli".

Czternastoletni Will Burrows jest albinosem, więc jako odszczepieniec i odludek staje się obiektem nękania ze strony szkolnych bezmózgowców. W podobnej sytuacji jest cierpiący na chorobę skóry Chester. Ponieważ podobieństwa przyciągają, a wspólny wróg jednoczy, chłopcy zaprzyjaźniają się tworząc tandem dość osobliwy: z jednej strony zapalony fanatyk archeologii i wykopalisk; taki, co to wlezie do każdej dziury; z drugiej sceptyczny, ostrożny i bardziej postawnej postury nastolatek, ze zdziwieniem odkrywający dziwne fascynacje Willa. Ta przyjaźń zaprowadzi ich do świata, o którym wcześniej nie mieli pojęcia.

Kolorytu książce dodaje przedstawiona w szczegółach, stanowiąca konglomerat różnorakich osobliwości, rodzinka głównego bohatera. Doktor Burrows, ojciec Willa, to marzyciel-archeolog, kierownik nieodwiedzanego przez nikogo muzeum z nieciekawymi eksponatami z zamierzchłego Londynu, cierpiąca na nieustanną depresję matka telemaniaczka i siostra Rebeka, która z dokładnością i skrupulatnością żandarma pilnuje wszystkich spraw rodzinnych przejmując rolę gospodarza domu. Cztery osoby pod jednym dachem, a każda jakby z innej bajki, co jak się później okaże, miało swoją przyczynę. I tylko więź pomiędzy Willem i ojcem, ich wspólna fascynacja wykopaliskami i archeologią zdają się być jedynym widocznym w tej rodzinie międzyludzkim spoiwem.

A co z przygodą? Jest, choć momentami z dłużyznami, to pomyślana z detalami i dość ciekawie. Prawdziwa akcja zaczyna się od nagłej kumulacji dziwnych zdarzeń: ktoś znajduje osobliwy artefakt, na ulicach pojawiają sie dość dziwaczni osobnicy, znika ojciec Willa. Dwaj przyjaciele ruszają na jego poszukiwania i odkrywają inną rzeczywistość, równoległy świat tuneli, podwójne życie niektórych mieszkańców Londynu. Poszukując ojca Will odnajdzie prawdę o rodzinie i swoim rzeczywistym pochodzeniu, pozna Caleba, wuja Tama Jeroma i orwellowski terror Styksów......

Jak sie teraz nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że jednak występują tu pewne analogie z Harrym Potterem. I tu i tam jest bohater, który na początku nie zna prawdy o swojej rodzinie, obydwaj mieszkają z ludźmi, którzy tylko pozornie są ich bliskimi, odkrywają istnienie innego równoległego świata, rzeczywistości, z którą związana jest tajemnica ich istnienia, zarówno w Tunelach, jak i u Rowling główni bohaterowie przetrwają dzięki przyjaźni i wierności, i wreszcie zarówno Potter, jak i młody Burrows muszą walczyć ze zwolennikami przemocy i nietolerancji, wyznawcami teorii wyższości jednych nad drugimi. No i ostatnie podobieństwo - przygody Willa też liczą 7 tomów, ich kontynuacja zawarta jest w: Głębiej, Otchłań, Bliżej, Spirala, Finał.

W sumie to się cieszę, że dałem się skusić sloganowi z okładki, bo "Tunele" to fajna książka przygodowa.

Roderick Gordon, Brian Williams "Tunele", tytuł oryginału: "Tunnels", przekład: Janusz Ochab, Wydawnictwo Wilga 2013, ISBN 9788378817789, ilość stron 496.